piątek, 25 lipca 2014


   Tkwię właśnie w jednym z tych momentów w których nie mam bladego pojęcia, co ze sobą zrobić. Jest dobrze, może zmęczenie czytaniem pchnęło mnie do napisania tutaj, bo na pewno nie przygnębienie, które wabiło wcześniej.
   Jest 4 po północy a ja zastanawiam się, o czym mogłabym pisać. Nonsensem byłoby opisywanie każdego dnia po kolei, nie czuję także potrzeby wywnętrzania się w internecie. Natykając się na posty osób mi podobnych, które jednak napomykają o beznadziejnych chwilach ich życia codziennego, robi mi się wręcz słabo i niedobrze.
   Zdarzało mi śmiać się z takich ludzi chociaż wiem, że pisanie w sieci bywa skutkiem samotności, wśród bliskich nie ma bowiem osoby, która chciałaby tego słuchać. Zdarzało mi również śmiać się z innych ludzi. Patrząc wstecz, od tego roku stałam się członkiem bezwzględnej loży szyderców i niczego tak nie żałuję jak tego, jaką osobą niekiedy bywałam.

Obiecuję poprawę.
Nigdy więcej nie śmiać się z innych.
O nikim źle nie mówić.


piątek, 4 lipca 2014

 

 
 
   Ostatnio polubiłam Pink Floyd. Pewnie że słuchałam wcześniej, ale w koszulce z tym zespołem on wygląda całkiem super. Na tyle super, by chcieć odkrywać co pociąga go w tym zespole.
   Czytam chyba pierwszą ciekawą lekturę w swoim życiu. Podobno, a tak mówiła mi siostra, po przeczytaniu jej wielu zapragnęło stać się Werterem i popełniło samobójstwo. Goethe też musi wiedzieć, iż pisanie jest kojące. Wcielając się w Wertera pisze o sobie i w dodatku z myślą o tych wszystkich biednych, zakochanych ludziach. Nie sądziłam, że ktoś może tak oszaleć z miłości, ale najwidoczniej niejednemu się zdarzało.
   Mam cholerną ochotę na jakiś bananowy, albo truskawkowy koktajl, ale nikt nie chce mi zrobić. Dzisiejszy post nie był specjalnie konstruktywny, być może matematyka w ciągu tego roku zdołała zaprzepaścić moją wenę twórczą. Próbowałam ostatnio nawet pisać, ale nawet ja nie miałabym ochoty czytać czegoś tak beznadziejnego.


sobota, 28 czerwca 2014

 
 
W r ó c i ł a m
 
   Chociaż nie podejrzewałam, że wrócę. Zapomniałam o tym blogu. Ostatnio pisałam tu chyba w wakacje, ale cieszę się strasznie, że go nie usunęłam. Przeczytałam wszystkie posty od początku do końca i przypomniałam sobie, jak to kiedyś było. Pisałam o zauroczeniu chłopcem, o którym oczywiście pamiętam, ale nie w ten dawny sposób. Pisałam o ludziach, którzy mnie zniszczyli, choć teraz myślę o nich zupełnie inaczej. Błędy, które wydawały mi się tak wielkie, w moich wspomnieniach są już drobne i nieznaczne. W tym czasie szukałam siebie, chociaż nieświadomie. I poniekąd znalazłam, bo nawet udało mi się wybrać dobrą (tak przynajmniej czuję) drogę. I będę się wkurzać na ten post, kiedy wejdę w jakieś bagno i wrócę z powrotem, bo wydaje mi się, że jest pozytywny. Bo teraz czuję, że lubię to życie, to jakim udało mi się go stworzyć. Lubię tą siebie, nieprzygnębioną i nieznudzoną.
   Ale prawda jest taka, że bywa cudownie i kompletnie beznadziejnie. Każde życie ma historię składającą się z dobrych i gorszych momentów. Cieszę się jednak cholernie, że wychodziłam ze smutku w towarzystwie tego bloga, a nie alkoholu, papierosów czy narkotyków. Jeżeli pisanie sprawia przyjemność, naprawdę może być kojące, stanowić ucieczkę, receptę na smutek.
 
Pisanie o niczym jest moim  prywatnym ratunkiem

poniedziałek, 12 sierpnia 2013



Jest mi dobrze. Jestem wolna, bo nie muszę martwić się ludźmi. Uwolniłam się od nich, nie potrzebuję ich wsparcia. Chciałabym zacząć po prostu pisać, z najcudowniejszą łatwością, z jaką robiłam to kiedyś. Byłam jeszcze mała i pisałam bezsensu, ale przecież sprawiało mi to radość. Mogłam nic nie robić, mogłam nie jeść, nie pić. Tylko pisać. Cholera, zaniedbałam swój talent. Jedyny, jaki dostałam od Boga. Na szczęście pisania nie da się zapomnieć. Wiem, że jeżeli tylko nad sobą popracuję, podołam. Mam jedno marzenie: stworzyć książkę ponadczasową. Nawet, jeśli miałaby składać się z trzech stron i jeżeli miałabym dokończyć ją na łożu śmierci, uda mi się. No chyba, że umrę jutro.

piątek, 28 grudnia 2012


Siedzisz na parapecie obejmując kolana i cicho płaczesz. Z tej perspektywy wyglądasz najśliczniej. Twoje brązowe, gładkie włosy opadają na ramiona, przykrywając je niczym płaszcz. Tylko ja cię dostrzegam. Tylko ja mogę usłyszeć twoje myśli. Tylko ja jestem tobą.W pobliżu nie ma nikogo prócz ciebie, którą jestem. 
Pośród czarnych myśli dostrzegasz pozytywną. Wreszcie nie czujesz niczyjego, prócz swojego oddechu. Wreszcie nie słyszysz niczyjego, prócz swojego płaczu. Odczuwasz satysfakcję dopóty, dopóki nie odnajdujesz źródła łez. 
Jest nim brak ludzi, których odtrąciłaś. 

środa, 26 grudnia 2012



Wyobraź sobie bycie szczęśliwym. Wyobraź sobie bycie spokojnym. Zasypiając pośród zgrabnych dusz, których wcześniej się bałeś, przypominasz najcudowniejsze w świecie dziecko. Jedna ze zjaw gra na fortepianie. Widzisz opuszki palców swobodnie przykładanych do klawiszy. Czujesz jej słodki, różany zapach. Obserwujesz nieskazitelne, zarumienione policzki. Jedynym, czego w tym momencie pragniesz, jest dotyk. Podnosisz się i idziesz w stronę duszy. Twój spokojny oddech jest wręcz niesłyszalny. Wyciągasz ku niej dłoń i wówczas, zjawa znika. 

niedziela, 23 grudnia 2012


Podniosłam się. Wstałam silniejsza, ale nadal bardzo słaba. Nie ma rzeczy, którą się nie martwię. Nie ma niczego, o co się nie boję. Bliskie mi osoby starają się pomagać, niczym nie zadręczać i nie obarczać niepotrzebnymi problemami. Mimo to często czuję się szczęśliwa, pełna nadziei i planów, które chciałabym zrealizować. Na ich realizację nie mam teraz siły, ale wkrótce ją w sobie znajdę. Jest mi ciężej, żywiąc niechęć do starej siebie. I nie chodzi o osoby, do których byłam przywiązana. Nie chodzi o znajomości, które się rozpadły. Tym razem chodzi o mnie. Tym razem mówię o osobie, którą sama kiedyś zniszczyłam. Szczęście wówczas odczuwalne, było absurdem. Przysłoniło mi rzecz dla mnie najważniejszą, czyli doskonalenie siebie od wewnątrz.