Tkwię właśnie w jednym z tych momentów w których nie mam bladego pojęcia, co ze sobą zrobić. Jest dobrze, może zmęczenie czytaniem pchnęło mnie do napisania tutaj, bo na pewno nie przygnębienie, które wabiło wcześniej.
Jest 4 po północy a ja zastanawiam się, o czym mogłabym pisać. Nonsensem byłoby opisywanie każdego dnia po kolei, nie czuję także potrzeby wywnętrzania się w internecie. Natykając się na posty osób mi podobnych, które jednak napomykają o beznadziejnych chwilach ich życia codziennego, robi mi się wręcz słabo i niedobrze.
Zdarzało mi śmiać się z takich ludzi chociaż wiem, że pisanie w sieci bywa skutkiem samotności, wśród bliskich nie ma bowiem osoby, która chciałaby tego słuchać. Zdarzało mi również śmiać się z innych ludzi. Patrząc wstecz, od tego roku stałam się członkiem bezwzględnej loży szyderców i niczego tak nie żałuję jak tego, jaką osobą niekiedy bywałam.
Obiecuję poprawę.
Nigdy więcej nie śmiać się z innych.
O nikim źle nie mówić.


