W r ó c i ł a m
Chociaż nie podejrzewałam, że wrócę. Zapomniałam o tym blogu. Ostatnio pisałam tu chyba w wakacje, ale cieszę się strasznie, że go nie usunęłam. Przeczytałam wszystkie posty od początku do końca i przypomniałam sobie, jak to kiedyś było. Pisałam o zauroczeniu chłopcem, o którym oczywiście pamiętam, ale nie w ten dawny sposób. Pisałam o ludziach, którzy mnie zniszczyli, choć teraz myślę o nich zupełnie inaczej. Błędy, które wydawały mi się tak wielkie, w moich wspomnieniach są już drobne i nieznaczne. W tym czasie szukałam siebie, chociaż nieświadomie. I poniekąd znalazłam, bo nawet udało mi się wybrać dobrą (tak przynajmniej czuję) drogę. I będę się wkurzać na ten post, kiedy wejdę w jakieś bagno i wrócę z powrotem, bo wydaje mi się, że jest pozytywny. Bo teraz czuję, że lubię to życie, to jakim udało mi się go stworzyć. Lubię tą siebie, nieprzygnębioną i nieznudzoną.
Ale prawda jest taka, że bywa cudownie i kompletnie beznadziejnie. Każde życie ma historię składającą się z dobrych i gorszych momentów. Cieszę się jednak cholernie, że wychodziłam ze smutku w towarzystwie tego bloga, a nie alkoholu, papierosów czy narkotyków. Jeżeli pisanie sprawia przyjemność, naprawdę może być kojące, stanowić ucieczkę, receptę na smutek.
Pisanie o niczym jest moim prywatnym ratunkiem
